O 6 rano budzi nas śpiew ptaków i huk samochodów po drugiej stronie jezdni. Po południu chmury odsłaniają błękitne niebo, wiatr wdziera się między liście, a pozostałe krople wysychają w cieniu.
Wszyscy jesteśmy przedmiotami obelg złych humorów, zbyt małej ilości snu,chłodu i gorąca. Nikomu nie dogodzisz.
Rozmawiamy we wczesnych porach, później spacerując w ciasnych uliczkach. Z przyjemnym szumem w głowie zadzieramy nosy do góry, rozprawiając o własnych mieszkaniach,wakacjach, planach. Jestem oparciem bardziej nienawidząc siebie.
Chcąc poprawić wewnętrzną aurę skracam włosy powyżej linii brody. W efekcje wciąż próbuję złapać niewidoczne kosmyki w całość.
Większość dnia pochłaniam 3 tomy książki zapominając o zbliżających się obowiązkach. Zmieniam kolor paznokci z granatu na beż i odwrotnie. Oglądam po kilka razy te same seriale chcąc być jedną z bohaterek. Na zewnątrz jestem młodsza, w środku mogłabym nie żyć.
Ciało przypłaca katorżnicze wymysły migreną, bolącym żołądkiem i wątrobą. Wpadając ze skrajności w skrajność uczę się od nowa patrzeć. Nie mogę powiedzieć że jestem bliżej bo wtedy wszystko przepadnie.
Wieczorami chcę złapać chłodne powietrze na zapas, wpatrując w gwiazdy wciąż tak samo. Udaję że pod oknem nikogo nie ma i śnię budząc się kilkanaście razy co noc. O przyjacielskich kłótniach, zazdrościach, potrzebie kochania i ucieczkach.
W stronę ruszających pociągów.
[I wanna go to the sun
Hold my life like I've never done
But it's just the devil in me
The devil that's calling as I come undone ]